3 tygodnie temu:
Ja: Kochanie tam trzeba oczyścić tą rurę w łazience i pomalować jakąś ochronną, bo ten co to robił spierdzielił.
Mąż: Jaką rurę?
Ja: W łazience, przy górze.
*Poszedł, obejrzał.*
Mąż: No trzeba.
2 dni później:
*Mąż pojechał do Brico, kupił szczotkę drucianą, pędzle, taśmę malarską, folię, Hammerite. Plecak z zakupami postawił w przedpokoju na taborecie.*
Dziś:
Mąż: Idę po Łukasza, kupić coś?
Ja: No. (wymieniam listę)
Mąż wziął ten plecak z korytarza, zarzuca na plecy.
Ja: A po cholerę bierzesz ze sobą te farbę i pędzle?
Mąż: Jaką farbę i pędzle?
*Mąż zagląda do plecaka, a na jego twarzy maluje się szczere bezgraniczne zdumienie.*
Mąż: A skąd to się tu wzięło?
Ja: Kupiłeś...
Mąż: Ja to kupiłem? A po cholerę?
Ja: Rurę miałeś malować...
Mąż: Jaką rurę?
Ja: Tą w łazience, tak jakieś trzy tygodnie temu...
Mąż: Aaaaa! Tę rurę!
Bo wiecie, jak chłop mówi, że zrobi, to zrobi i nie trzeba mu co miesiąc przypominać...
W sierpniu 2024 wspomniana rura została pomalowana. Hurra! :P
OdpowiedzUsuń