23 z hakiem, młodszy Junior nie śpi, bo mi, cholercia, wprowadził w stan uśpienia system operacyjny o 17 i po wybudzeniu hula niemal jak po restarcie. Chłop próbuje zasnąć, a ja siedzę z potomkiem na podłodze, w towarzystwie kolejek z Tomka. Na nazewnictwie fachowym się nie znam więc pokazuję mu dwa różne rodzaje dynksów przy kolejkach i wagonikach, i powoli tłumaczę jak je połączyć.
- Tu jest taki fifołek, a tu dziurka. Wkładasz ten fifołek do dziurki i ziuuuuuu! Jedziesz.
Z łóżka dobiega mnie mężowskie:
- Podoba mi się ta koncepcja - wkładasz fifołek do dziurki i jedziesz.
Tymczasem ja tłumaczę dalej:
- Widzisz? Tu Emilka też ma dziurkę, wkładasz ten fifołek w dziurkę i można jechać.
Z łóżka dobiega:
- No ja widzę, że szybko zaczynasz edukację syna...
My z młodym tymczasem dalej kontynuujemy, ja pokazuję i tłumaczę:
- Widzisz? Tu Felek ma dziurkę. A tu Rysio ma dziurkę. I w te dziurki trzeba im włożyć fifołki.
Komentarz od strony łóżka:
- ...w dodatku bardzo postępowo i tolerancyjnie.
Kurde, a mówili, że uświadamianie dziecka bywa trudne. xD